Tak, jak zapowiedziałam, w ostatnim poście, tak i zrobiłam.

Poniosły mnie bajki.

Odłożyłam na bok prawie wszystko, włączając w to i mojego bloga.

Rozkochałam się w zwierzaczkach, królewnach, królach i małych dzieciach, dla których pisałam książkę.

Tak, nie mogę nie uśmiechnąć się pisząc te słowa, bo zaledwie kilka tygodni temu zapadła decyzja, a tu już książka praktycznie napisana.

I tak to chyba jest z marzeniami. Najpierw powstaje pomysł, potem rodzi się impuls, potem zapada decyzja o działaniu, a na koniec przychodzi sama realizacja. Niestety często zaganiani życiem wpadamy w wir tej dziwnej przypadłości, tego wirusa naszych czasów o nazwie „nie mam czasu”. Ale czas ma za to wtedy nas. Trzyma nas w szczelnym uścisku i nie wypuszcza, a my gonimy na jego dziwnych skrzydłach, przypominających dwie wielkie wskazówki kręcące się w stronę przyszłości. Lecimy, gonimy. Bez wytchnienia i bez tchu. A marzenia?…

Kto by o tym myślał, przecież na takie „fanaberie” trzeba mieć czas…

No więc kochani, ja znalazłam. Oczywiście odłożyłam inne ważne sprawy. I magazyn „Szczęście podaj dalej”, i książkę dla dorosłych i szkolenia i konferencje… Nie byłam też w tym czasie „idealną” mamą. Nie za dużo gotowałam, nie prałam, nie bardzo sprzątałam. Ale czy w tym ma się objawiać moja „idealność? A może ja wcale nie chcę być idealna? No właśnie. Ja chcę być przede wszystkim prawdziwa i autentyczna. I między innymi i tę wiedzę chcę przekazać w książce. Praktycznie więc tylko pisałam, pisałam i pisałam. Zatopiona w historiach. Ale to był mój wybór. Moja decyzja. I tak teraz myślę, że może dla Mai jednak byłam tą „idealną” mamą? Bo miałam codziennie czas, by przeczytać jej jakąś moją nową bajkę, tym samym dzieląc się sobą i dając jej najcenniejszy prezent – mój czas.

O czym więc będzie TA książka? Moja najważniejsza książka…

O zmianie myślenia. O inspiracji. O innym podejściu do rzeczywistości. O schematach i o tym, że z każdego schematu można wyjść, że można go zmienić. O Równowadze i empatii. O miłości i o marzeniach. O złości, o smutku, o rozczarowaniach. O wartościach. Nie mogło zabraknąć też spokoju, uważności i szczęścia… Z wieloma zwierzakami płakałam przeżywając ich historie. Z innymi śmiałam się. Wchodziłam całą sobą w świat wyobraźni i dziecka.

Niektóre bajki są wesołe, inne śmieszne, inne jeszcze nostalgiczne i niezwykle wzruszające. Wszystkie jednak mają wspólny mianownik – mówią tak naprawdę o relacjach międzyludzkich. I przede wszystkim uczą.

Książka powstaje więc po to, żeby nasze dzieci miały możliwość nauczenia się mądrości i puenty. Bo za mało tej mądrej puenty w dzisiejszych czasach. Za mało dobrych wartości, które przysypały się kurzem i trafiły do lamusa. Postanowiłam je więc odświeżyć. Nadać sens, czasami zupełnie nowy – starym, nieaktualnym stereotypom np. w bajce o „kózce, która gdyby nie skakała, to by życia na zaznała”. Uczę też w bajkach krytycznego myślenia, czy po prostu myślenia w ogóle. Odwagi by iść za tym, co mówi nam serce.

Książka też jest dla nas, rodziców. Byśmy my, rodzice, czytając naszym pociechom do snu, mieli możliwość autorefleksji. Bo w tych wszystkich kózkach, ślimakach, żółwikach, krowach i wilkach jesteśmy poukrywani też my – dorośli.

Tak, że książka pt. „Bajeczki nie tylko dla Majeczki” już niedługo. Niedługo nie znaczy zaraz, bo druga twórczyni – czyli mała, sześcioletnia ilustratorka, moja ukochana córeczka Maja :) – jest w trakcie rysowania i trzeba dać jej jeszcze na to czas. Przy okazji – ta piękna i kolorowa ilustracja z tego wpisu, jest jej autorstwa:)

W każdym razie obiecuję, że  w tym roku piękna i pachnąca świeżością książka będzie gotowa :)

Na początek podzielę się z Wami bajką o słowiku, który przestał śpiewać. I jako, że teraz kieruję tę bajkę do dorosłych, zachęcam do autorefleksji: dlaczego Twój wewnętrzny słowik przestał „śpiewać”?… Bajkę możesz przeczytać TUTAJ

UWAGA!!!: Książka „Bajeczki nie tylko dla Majeczki” jest już wydana i możesz ją zamówić pod adresem http://movart.pl/ksiazki/1-bajeczki-nie-tylko-dla-majeczki.html

 

KOMENTARZE: