Dziś jadę do Hiszpanii ciosać swój umysł. Oglądać go. Obserwować od środka. Transformować. Zaczepiać go i drażnić. Akceptować.

Tydzień spotkania ze sobą i z medytacją uważności stoi przede mną otworem. Zgadzam się na największe spotkanie. Sama ze sobą. Tak prawdę powiedziawszy, to trzeba dużej odwagi by zmierzyć się z czeluściami otchłani zwanej “ja”. Jeśli koncepcje opadną – co pozostanie?…

I chociaż medytuję już z 13 lat i byłam na różnych tego typu szkoleniach, za każdym razem jest ciekawość i pewnego rodzaju podenerwowanie. Jest też ogromna radość. Co będzie tym razem? Co zobaczę? Jaka kurtyna opadnie w dół? Jakie okulary spadną mi z oczu? I jadę z niewiarygodną, wręcz dziecięcą ochotą szlifować mój umysł, bo wiem, że tylko oszlifowany kamień jest naprawdę warty. Inny, choć nosi w sobie potencjał, może zostać kamieniem na zawsze. Bo potencjał to jeszcze nie wszystko. To dopiero początek…

Jeśli czas i warunki na to pozwolą, będę starała się relacjonować etapy szlifowania umysłu “na żywo”.

Do zobaczenia zatem w Pedrueguer, pięknym ośrodku położonym pomiędzy błękitem morza a niebem:)

KOMENTARZE: