Tak sobie siedzę i myślę… – jak często nasze relacje są wypaczone. Tkwimy w uwikłaniach i schematach nie widząc tak naprawdę ani siebie ani innych. Ci, którzy mieli nas inspirować, okazują się nie wytrzymywać presji i dają nam na koniec porządnego kopniaka. Czy to oni są “źli”, czy nasze oczekiwania wobec nich? Czy to tak ma być, że jeśli ktoś pomógł nam jeden raz, to powinien drugi, a jak już pomógł drugi to powinien przy nas trwać w gotowości na zawsze? Zawsze jak będziemy go potrzebować?… Bo jeśli on będzie potrzebował nas, to będzie zupełnie inna bajka. A my takiej bajki to już nie chcemy. Wierzymy więc we własne ograniczenia i własną “małość”. Poddajemy się innym, bo to przecież tak fajnie jest być “ofiarą”. Ofiary nikt nie rozlicza. Ona nigdy nie wychodzi na plan pierwszy. Żyje w cieniu. Cierpi. Ale jak już jej “wybawca” odważy się odmówić pomocy, to zwali go bez żalu i bez cienia współczucia z piedestału, na który latami sama go wznosiła.

I wtedy mamy dwie cierpiące osoby. Ofiarę, która zamienia się w kata i dotychczasowego “wybawcę”, który stał się ofiarą.

Czy to znaczy, że mamy nie pomagać? A wiecie, że już sama nie wiem. W każdej roli jest “jakoś”. Czy któraś z ról, jakie gramy jest “lepsza”? Tego też nie wiem. Dobrze jest spróbować i z jednej i z drugiej strony. A jak już nam się znudzą te wszystkie role, to spróbować może być trochę bardziej pośrodku. Bo każdy potrzebuje czasami wsparcia, i każdy też czasami może wspomóc…

Ale na pewno punktem wyjścia jest wiedzieć, kim się jest. Bo jeśli będziemy jak Żyrafa z opowieści, to żadne argumenty nie trafią na nasz grunt. Bo naszym gruntem nie będzie podatna gleba, a zwątpienie, nienawiść i totalny brak poczucia własnej wartości. A z takim bagażem ciężko jest wytrzymać z kimkolwiek…

Nie ma sensu przeceniać w takim razie czyjejś wielkości, bo odbije się nam ona czkawką, nie ma sensu też przeceniać naszej własnej “małości”, bo też odbije się nam ona czkawką. Żyrafa jest żyrafą. Słoń, słoniem. Czy któreś z nich jest lepsze? Prawda jest taka, że prawdą jest to, w co wierzysz, że nią jest… Słoń był słoniem i pozostał słoniem. Żyrafa za to wyszła ze swojego komfortu. Ale wyjść ze swojej bezpiecznej strefy wcale nie jest tak łatwo…

Zostawiam więc Was z bajką o Żyrafie, która myślała, że jest żółwiem i o jej przyjacielu Słoniu, który przez cały czas chciał uświadamiać żyrafę, że jest żyrafą. Jak to w bajkach bywa i ta bajka zakończyła się pozytywnie. Ale życie, na której inspirowana jest bajka potoczyło się dalej. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że Żyrafa, która odzyskała swą moc odwróciła się od “Słonia” na zawsze.

Dlaczego? A to jest już historia na zupełnie inną opowieść:)…

___

Pewnego razu do słonia podeszła dziwna żyrafa.

Słoń jak zawsze po dobrej kolacji, wylegiwał się beztrosko w cieniu wielkiej palmy i tak, jak miał w zwyczaju – nucił sobie pod nosem piosenkę i oglądał z zachwytem początek pięknego zachodu słońca.

– Słoniu, słoniu – nie przeszkadzam?

– Ależ skąd żyrafo, siadaj obok – uśmiechnął się słoń radośnie, widząc nowego przybysza.

– No coś ty, słoniu! ja nie jestem żyrafą, tylko żółwiem – zawołała oburzona żyrafa.

Słoń ze zdumienia mocniej otworzył oczy i przyjrzał się stworzeniu.

Rzeczywiście wyglądała dość dziwnie, bo całą swoją piękną i długą szyję miała nisko zwieszoną tuż nad ziemią, a głowa dotykająca niskiej trawy ubrana była w wielki kapelusz. Z za niego wystawały tylko spłoszone oczy i koniec nosa.

– Nie żartuj sobie ze mnie – powiedział słoń – jak chcesz, to przyłącz się do mnie i oglądaj zachód słońca.

– No dobrze – odrzekła żyrafa łypiąc okiem spod kapelusza na złocistą kulę malującą na niebie fantastyczne wzory.

Po skończonym widowisku słoń przeciągnął się leniwie.

– Czas iść do wodopoju. Idziesz ze mną?

– Jasne, super – ożywiła się żyrafa.

Słoń wstał, a ziemia wokół niego zatrzęsła się lekko.

– Słoniu, jaki ty jesteś wielki i piękny – szepnęła żyrafa cały czas łypiąc spod swojego kapelusza. Żeby zobaczyć całego słonia bez unoszenia szyi, musiała prawie położyć twarz na ziemi.

– Ale co ty wyprawiasz, żyrafo?

– Ciiiii, nie mów tego słowa, – szepnęła przerażona żyrafa i ukryła się jeszcze bardziej pod swoim kapeluszem, skubiąc w milczeniu trawę.

– To jak chcesz ze mną iść, to chodź – powiedział słoń i ruszył ciężko w drogę.

Po chwili przystanął i spojrzał na żyrafę, która szła bardzo, bardzo wolno.

Słoń, jako że nie spieszył się nigdzie, a strumień był blisko zaczał iść w rytmie żyrafy, aż powoli, w ciszy dotarli do wodopoju.

– Gdzie jest twoja rodzina? – zapytała żyrafa

– Daleko – odparł słoń

– Moja też – powiedziała żyrafa i słoniowi wydało się, że jej oczy lekko zaszkliły się…

 

*

 

– Chciałbyś zostać moim przyjacielem? – zapytała nagle żyrafa

– Jasne, już nim jestem – krzyknął uradowany słoń i ryknął z całej siły przewalając się w pobliskim błotku i robiąc fikołki.

– Ale on jest wielki, silny i mocno ryczy – pomyślała w duchu żyrafa idąc spać. Cieszyła się, że ma tak cudownego nowego przyjaciela.

Następnego dnia słoń obudził się późno jak zwykle i pierwsze co zobaczył, to żyrafę skubiącą po cichutku rzadką i przesuszoną trawę.

– Co ty robisz? – zapytał się z ciekawością, patrząc, że tuż nad głową żyrafy rośnie piękne, dorodne drzewo z soczystymi liśćmi.

– Jem śniadanie – odparła żyrafa cichutko.

Wtem zewsząd pod drzewo słonia przybiegły różne zwierzęta domagając się baśni; bo słoń znany był w okolicy z tego, że umiał pięknie opowiadać różne opowieści.

– Wow, cóż za cudowny ten mój nowy przyjaciel, wszyscy go tak lubią i kochają – żyrafa przyglądała się małpce skaczącej z radością po trąbie słonia i małemu kociakowi tygrysa, który pląsał uradowany pomiędzy wielkimi łapami olbrzyma.

Nagle poczuła lekki smutek, – a ja? Jestem taka mała i nic nie znacząca…

– Żyrafo – chodź się bawić –

– Nie, nie, ja lepiej tutaj się troszkę popasę – odpowiedziała nieśmiało.

 

*

 

Pewnego dnia żyrafa na moment zapomniała się i wpadła w wir słoniowatych zabaw nad strumieniem. Na tyle się przy tym zapomniała, że prawie spadł jej z głowy kapelusz.

– O nie, nienienienie! – tego to już za wiele – pomyślała

– Co sobie ten słoń wyobraża? – dumała obrażona

– Ja nie mogę pozwolić sobie na to, by spadł mój kapelusz. Nigdy!

Słoń zauważył rozterki żyrafy, podszedł do niej cicho i spytał:

– Co ci jest?

– Nic – odburknęła sfrustrowana, bo przez cały czas próbowała naśladować w pewien sposób słonia. On jednak dalej był wielkim i silnym, ryczącym na cały głos słoniem, a ona… tylko małym żółwiem…

– Czemu nie ściągniesz w końcu tego kapelusza? I nie wyprostujesz szyi? Zobacz jaka jesteś wielka i piękna! – powtarzał słoń.

– Nieprawda – odpowiadała żyrafa coraz bardziej sfrustrowana spontanicznym zachowaniem słonia.

– Żyrafo, ale zobacz, mogłabyś zjadać najlepsze kąski z tego drzewa, one są tylko dla ciebie! – odrzekł ubawiony sytuacją słoń.

– On na pewno kłamie, to kłamca. Przebywam z nim już tyle czasu, a nie jestem ani śmielsza, ani większa, ani bardziej szara! ON… zawsze w moim sercu, zawsze tak ukochany ale… czy ON nie widzi jak ja cierpię? – zastanawiała się w duchu

– Żyrafo, jesteś nawet większa ode mnie, musisz tylko w to w końcu uwierzyć i wyprostować szyję – powiedział słoń, jakby czytając jej w myślach. – Nie stawiaj mnie na piedestale, na który nie zasługuję, bo jestem tylko słoniem, zgodnie ze swoją naturą. Czym wyżej mnie ustawisz na drabinie swoich oczekiwań, tym mocniej kiedyś spadnę na sam dół w twoich oczach. Nie próbuj mnie naśladować, bo tylko najesz się więcej frustracji. Taka jak ja, nie możesz być. Ja jestem sobą i ty możesz być też tylko sobą. Odkryj w końcu kim jesteś i nie wywyższaj mnie, bo w końcu kiedyś mnie znienawidzisz, bo nie będę w stanie sprostać wszystkim twoim wymaganiom. Ja jestem słoniem, i wiem, że nim jestem. Czuję się wspaniale bo akceptuję w pełni swoje wielkie cielsko, wielkie łapy i długą trąbę i nie próbuję być nikim innym. Ani zwinną małpą ani uskrzydlonym orłem, który szybuje wysoko w obłokach. Na tym polega różnica pomiędzy nami. Na niczym innym.

 

*

– Czy już wiesz żyrafo, kim jesteś? – spytał pewnego dnia słoń.

– Tak, tak, tak, widziałam piękne zdjęcia wysoooookich, długonogich zwierząt zwanych żyrafami. Małpa znalazła porzuconą na pustyni książkę i podarowała mi ją. Przeczytałam ją calutką! Żyrafy to przecudowne stworzenia. Takie wielkie i silne, a przy tym tak delikatne; nie są drapieżnikami, nikogo nie chcą skrzywdzić, żywią się tylko soczystymi liśćmi – dodała z dumą

– Uff, czyli wiesz, że jesteś jedną z nich – odetchnął przyjaciel.

– Nie, nie, nie. Ja jestem żółwiem – nadal upierała się żyrafa.

– Czemu on mnie tak męczy i znęca się nade mną? – zastanawiała się w duchu, widząc wszystko z poziomu suchej trawy. – No pewnie, że nie mogę być tym  wielkim i pięknym stworzeniem. To nie może być prawda. Na pewno

 

*

Pewnego dnia słoń podszedł do cichej tafli wody i zerknął na swoje w niej odbicie. Ale jestem piękny! Taki wielki i szary słoń; mam wielką trąbę, mam wielkie łapy i jestem przecudowny, taki jaki jestem; ach! jak ja kocham siebie i cały otaczający mnie świat! – mrugnął do siebie okiem z nowej idei jaka przyszła mu do głowy.

– Żyrafo, podejdź tu bliżej i sama zobacz w tafli przezroczystego lustra wody, kim ty właściwie jesteś.

– Zamknij się – wycedziła przez zęby oburzona żyrafa chowając jeszcze bardziej szyję w piasek.

– Nie mogę tego dłużej znosić – pomyślała – tych wiecznych upokorzeń i tego, że ten słoń cały czas się tak wywyższa! Cóż za tupet! Cóż za narcyzm! Co za ego!!!

– Żyrafo, jeśli tak nie odpowiada ci moje towarzystwo, to czemu cały czas je znosisz?

– No właśnie – odpowiedziała żyrafa i poszła w świat.

 

*

 

Po pewnym czasie, spacerując po sawannie, po drugiej stronie rzeki, w piękny pogodny dzień spotkała słonia z żoną i małym cudnym słoniątkiem. Słoń jak zwykle bawił się i hasał na całego z tym, że teraz z innymi słoniami, takimi jak on.

Zaryczał radośnie na widok swojej przyjaciółki.

– Żyrafo!!! Żyrafo, chcę ci przedstawić swoją rodzinę – powiedział słoń i przyjął żyrafę znów do swojego grona.

Żyrafa przez chwilę znów poczuła się cudownie, kochana i kochająca. Małe słoniątko uwielbiało bawić się z nią i nawet wskakiwało i zeskakiwało z jej wielkiego kapelusza, na co rozbawiona pozwalała; aż do momentu jak lekka zazdrość zagościła w jej sercu…

– On ma wszystko, a ja – nic…

– Żyrafo, jesteś taka cudna – tłumaczył słoń pewnego wieczora. – Tylko to ujrzyj. Powiedz mi w końcu dlaczego uważasz, że jesteś żółwiem. No powiedz mi, jesteśmy w końcu przyjaciółmi już dobrych parę lat.

– Jak byłam bardzo mała, to pamiętam tylko tyle, że snułam się przez pustynie zupełnie samotnie, upał był tak mocny, że straciłam przytomność. Obudziłam się w pięknej oazie, gdzie moja cudowna mama żółw, opatrzyła moje spieczenia na głowie i nałożyła mi ten kapelusz. Powiedziała, że mam go nigdy, przenigdy nie ściągać, że daje mi on schronienie i nauczyła mnie od nowa życia; nauczyła mnie chodzić jak żółw, jeść jak żółw i żyć jak na żółwia przystało.

– Nigdy nie myślałaś, że możesz być kimś innym niż żółw? – Zapytał ostrożnie słoń, wiedząc, że tego rodzaju pytania wywoływały niemałe emocje w żyrafie.

– Myślałam pewnego dnia… – że mogę być słoniem – powiedziała ze łzami w oczach.

 

*

 

Następnego dnia upał doskwierał na sawannie. Słoń obudził się później niż zwykle i zobaczył, że żyrafy nie ma.

– Poszła przed świtem do sąsiedniej oazy – powiedziała przelatująca papuga.

– Dzięki – odpowiedział trochę smutny słoń, bo żyrafa odeszła bez pożegnania.

Po kilku dniach dotarły do niego wieści, że żyrafa złamała nogę.

– Małpo, ale co się stało? – Pytał zniecierpliwiony słoń.

– Jakoś tak niefortunnie podskoczyła, że sobie tylną nogę złamała.

– Oj, niedobrze – pomyślał słoń i ruszył do sąsiedniej oazy.

Przybył późnym wieczorem i zakwaterował się pod pobliskim baobabem.

Nad ranem poszedł do żyrafy.

– Co się stało? Żyrafo!

– Nic – odpowiedziała sucho.

– Ależ żyrafo, masz złamaną nogę, co się stało?

– Nic – o mnie się nie martw, idź sobie – dodała rzewnie.

Słoń wyszedł smutny. I powrócił do swojej rodziny.

 

*

 

Na drugi dzień przybiegła małpa.

– Żyrafa mówi wszystkim, że ty się w ogóle nią nie przejmujesz, że sobie poszedłeś i ją opuściłeś w niedoli! Że nie może chodzić i że najlepszy jej przyjaciel sobie odszedł, tak, po prostu zwyczajnie, bez żadnej empatii ani współczucia.

– Wiesz co małpo, powiedz papudze jak ją zobaczysz, żeby przekazała żyrafie, że ma ona wielu przyjaciół do tego, by siedzieli teraz przy niej i użalali się nad nią. Ja mam dość!

Mówiąc to, wyruszył cicho, nie mówiąc nikomu w drogę powrotną do oazy. Wieczorem wkradł się pod namiot, w którym wypoczywała żyrafa i kopnął ją z całej siły w zdrową tylną nogę.

Żyrafa zawyła z bólu.

– Co ty robisz!!! Na co ty sobie pozwalasz! Nikczemniku!!! Zawsze wiedziałam, że nie jesteś moim przyjacielem i teraz zobaczyłam twoją prawdziiiiiiiiwą, fałszyyyyywą twaaaaaaarz!!!!! – krzyknęła żyrafa przewracając się na zad.

Ku jej oszołomieniu szyja się nagle wyprostowała. Głowa wyleciała jak z torpedy z namiotu, gubiąc po drodze kapelusz, i poszybowała wprost do niedostępnych wcześniej liści z pobliskiego drzewa.

– To ja naprawdę jestem żyrafą? – powiedziała ze łzami w oczach

– Tak! wielką i piękną żyrafą, najwyższą na sawannie! – uśmiechnął się słoń

– A ja jestem, byłem i być będę wielkim i głośno ryczącym słoniem. Czy ktoś mi to zarzuci czy nie. Wiem kim jestem, dlaczego tym jestem i też wiem to, kim wybieram być. Znam swoje ograniczenia, bo jestem tylko słoniem, ale znam też i swoją wielkość, bo jestem aż słoniem – uśmiechnął się do żyrafy.

– A ty jesteś najcudowniejszą żyrafą jaką znam – powiedział ściskając trąbą jej dłuuuuuugą szyję.

– A noga do wesela się zagoi – odpowiedział nonszalancko, puszczając oko do uśmiechniętej od ucha do ucha żyrafy.

 

tekst: Dorota Kościukiewicz-Markowska

 

KOMENTARZE: