Wczoraj czytałam Mai kilka baśni z albumu „Baśnie o miłości i innych dziwnych przypadkach” malarza Rafała Olbińskiego. W sumie to są to bajki dla dorosłych ale też i dla dzieci, czemu nie?

Kiedy Maja już spała cudnym, głębokim snem cofnęłam się do początku książki i przeczytałam wstęp od autora. Była w nim pewna część, która głęboko mnie poruszyła. A mianowicie: „Moją książkę dedykuję swoim dzieciom z przeprosinami, że nie miałem zbyt dużo czasu na czytanie im do snu. Bardzo tego żałuję.”

I w miarę jak słyszałam ten cudny, miarowy oddech mojej już od kilku dni sześciolatki, to myślałam sobie – czego mogę żałować gdy ona dorośnie? Czego nie mam czasu zrobić dziś? Przypomniał mi się nasz wspólny projekt. Książka pod tytułem „Bajeczki dla Majeczki”. Pomysł przyszedł już z 2 miesiące temu, i prócz pomysłu, na razie nic. Ideę rozwinęła Majusia i na okładce miało być napisane: mama – Dorota – pisała, córeczka – Maja – ilustrowała i tata – Paweł – wydawał. Miał to być więc projekt rodzinny.

Wczoraj zastanowiłam się nad tym naszym wspólnym projektem, którego znaczna część zależy ode mnie. Bo to ja muszę najpierw książkę napisać, żeby potem Maja mogła zrobić ilustracje aby Paweł mógł ją wydać. Hmmm…

Dziecko mi rośnie. Nieuchronnie. Bez ustanku. Bez przerwy. Rano, w przedszkolu, podczas obiadu, wieczorem i w nocy, podczas snu. Podczas gdy się śmieje, gdy płacze, gdy jej smutno. Gdy jest zaciekawiona, znudzona bądź zrelaksowana. Bez wyjątku – powoli, powolutku zmienia się i rośnie. Pewnego dnia na pewno przestanie być dzieckiem. To fakt. Niezależny od mojej woli czy decyzji.

A ja? Po uszy w projektach dorosłych. Tu szkolenie. Tu książka. Tu medytacje. Tu planowanie na warsztat w Hiszpanii. A tu jeszcze obiady, sprzątanie i gotowanie. Kiedy mam znaleźć ten czas na pisanie bajek? Kiedy?… DZIŚ. Jak nie znajdę go dziś, to nie znajdę go nigdy. Ważniejsze sprawy przysypią tę spychaną i niby nie tak ważną sprawę na jutro. Tylko „jutro” zamienić się może w kilka miesięcy, lat lub równie dobrze kilka dobrych dekad życia… Odkładam więc dziś wszystko co pilne i zabieram się za rzecz najpilniejszą. Za bajki. Bo jaki byłby sens pisania bajek dla dzieci, skoro moje dziecko stanie się dorosłym? Żaden. A ja mogłabym żałować. Bardzo. Jak Olbiński?…

NIE. Nie będę żałować. Bo dziś dokonam innego wyboru niż on. I nie oceniam Olbińskiego. Wręcz serdecznie mu dziękuję. Za szczerość i inspirację. Bo dzięki niemu dziś ja odkładam wszystko co jest ważne w świecie dorosłych i zaczynam pisać „Bajeczki dla Majeczki” :) A obiad i tak zdążył się jakoś magicznie ugotować… W tym magicznym czasie, który zna większość kobiet, a który nazywa się „międzyczas”. W międzyczasie coś więc się posprzątało, coś ugotowało, a w tym „ważnym” czasie zaczęły powstawać bajki psychologiczno-filozoficzne, z odrobiną uważności i szczyptą mindfullnes nie tylko dla mojej córeczki…

Będzie o komunikacji, emocjach, i takich tam sprawach dotyczących nie tylko zresztą dzieci. A niektóre bajki będą miały zupełnie inne zakończenie:)

Chcecie poczytać pierwszą bajeczkę? To zapraszam:) To jedyna taka okazja, bo reszta bajeczek dostępna będzie już po wydaniu książki. Kiedy to nastąpi? Mam nadzieję, że niebawem.

 

Historia o zaczarowanym lustrze, które w końcu się ogarnęło.

Pewnego razu, do królestwa, które od lat zamieszkiwane było przez samotnego króla i jego przepiękną córeczkę Mariolę, przyjechała Agrona, piękna królowa ze wschodu.

Gdy król Kazimierz ujrzał tą piękną kobietę, zakochał się w niej szczerze, i z wzajemnością. Po kilku miesiącach wyprawili wielkie i huczne wesele przyrzekając sobie miłość na całe życie.

Tuż po ślubie, Agrona usiadła rano przy swoim wielkim, ubranym w piękne, rzeźbione, złote ramy lustrze i zaczęła malować oczy w ulubione odcienie błękitu i czarne, delikatne kreski, które nadawały kontrastu jej ślicznym, jasnym oczom. Wtem do pokoju wbiegła Mariola, siadając tuż przy stopach macochy.

Kobieta i Mariola polubiły się w trakcie przygotowań do ślubu do tego stopnia, że często nie odstępowały się o krok.

Mariola przyglądała się teraz odbiciu pięknej królowej w lustrze. Widziała też tam swoją twarz. Przenosiła wzrok z kobiety na siebie, widząc za każdym razem inną odsłonę piękna. Ona miała ciemne, długie, kręcone włosy, zielone oczy i jasną jak mleko skórę. Królowa zaś miała złote włosy, błękitne oczy, a jej delikatne piegi zdobiły mały nosek. Obie wyglądały urokliwie.  Nagle dziewczynka dla zabawy, spytała:

– Moje cudne lustereczko, powiedz, która z nas jest piękniejsza? – jej perlisty śmiech wypełnił komnatę.

Nagle obie kobiety podskoczyły w przerażeniu, bo nieoczekiwanie zabulgotało, zahuczało, a magiczne lustro odezwało się ludzkim głosem:

– Każda z Was jest śliczna. Żadna kobieta nie jest piękniejsza od drugiej. Wielką pomyłką jest myśleć, że ktoś może być piękniejszy niż ktoś inny – powiedziało lustro łagodnie.

Każdy człowiek ma swoje wyjątkowe cechy, charakterystyczne dla tej, jedynej, niepowtarzalnej osoby. Wysoka, niska; młoda, dojrzała, cóż to ma tak naprawdę za znaczenie? Każdy wysoki był kiedyś niski; każdy dojrzały był kiedyś młody, czyż nie tak? A wy, ludzie chcielibyście wiecznie się porównywać. Tamta ma to, a ja tego nie mam. Tamta ma jeszcze coś innego, i ja znów tego nie mam. Zazdrościcie lub wpadacie w drugą skrajność – w pychę, bo wydaje wam się, że tylko wy macie jedyne w swoim rodzaju, piękne cechy. A to nieprawda. Prawdziwie piękne cechy może skrywać jedynie wasze serce. Na zewnątrz nie ma różnicy, czy jesteś blondynką, brunetką czy rudą. Czy masz kolor skóry biały jak mleko czy czekoladowy. Czy oczy twoje są niebieskie, zielone lub brązowe. Wszystko jest piękne. Ten zbiór cech, tworzy akurat Ciebie. I głupotą jest porównywać się do innych. Bo porównywanie zawsze jest negatywne. Nie ma w nim nic, co przyniosłoby komukolwiek jakiś dobry skutek.

– Albo będziesz czuć się lepiej niż inni – kontynuowało zaczarowane lustro – bo będzie wydawać ci się, że jesteś lepsza, piękniejsza i dzięki temu twoje serce może stać się zimne jak kamień. To nieuchronnie prowadzić będzie do smutku. Bo będziesz myślała, że jesteś nad wszystkimi. Ponad. Wyżej. Z czasem zrobisz się wyniosła i arogancka, w konsekwencji możesz stracić bliskich i przyjaciół, co prowadzić może tylko do samotności i nieszczęścia.

Z drugiej strony, porównując się, możesz czuć się gorzej od innych. Możesz czuć, że jesteś brzydsza, że czegoś ci brakuje, że nie masz tego, co ktoś inny z taką łatwością i naturalnością ma. Taka sytuacja też prowadzić będzie nieuchronnie do smutku, a twoje serce z czasem też może stać się zimne jak głaz. Bo będziesz stale myślała, że jesteś gorsza. Że nie zasługujesz na nic, że jesteś poniżej. Zazdrość zaś przemieni się z czasem w agresję, frustrację i złość, w wyniku czego możesz stracić bliskich i przyjaciół. I co? Znów mamy na końcu drogi samotność i nieszczęście… Smutne, prawda?

Obie kobiety przytaknęły, patrząc na lustro otwartymi ze zdumienia oczami.

– Skąd ty tyle wiesz? – zapytała królowa zwierciadła.

– Wiem, bo od niepamiętnych już czasów mieszkam w tym pałacu i stawia mi się wciąż to samo pytanie. I za każdym razem starałem się odpowiadać zgodnie z prawdą, ale skutkiem zawsze było co negatywnego. Aż pewnego razu sam dojrzałem, coś w środku mnie się przełamało i zdobyłem nową mądrość. Otóż ona: Problem nie tkwił w odpowiedziach, tylko w pytaniu. Bo samo pytanie, o to, kto jest piękniejszy, czy mądrzejszy, czy lepszy nie ma sensu. Każdy ma piękne cechy. I brzydkie też. Kwestią jest rozwijanie cech dobrych, to zawsze prowadzi do szczęścia. I zrozumienie cech negatywnych, zaakceptowanie ich i zobaczenia ich w innym świetle. Może można coś w nich zmienić? Co? I w jaki sposób? Ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że porównywanie się do innych prowadzi do nieszczęścia. Zawsze. Na każdej płaszczyźnie życia. Widzę to, bo żyję już setki lat i obserwuję z mojego magicznego ukrycia bardzo wiele osób. I za każdym, każdym razem jest to samo.  – lustro westchnęło. – A ja mam już dość tych nieszczęść… Opowiem wam taki przykład z życia wzięty, chcecie?

– Tak! – obie, kobieta i dziewczynka zgodnie kiwnęły głowami. Dziewczynka przysiadła się bliżej królowej.

– Pewnego razu – ciągnęło lustro – mieszkały w tej komnacie dwie siostrzyczki, bliźniaczki. Obie były jak dwa cudne aniołki. Gdy skończyły siedem lat, tata kupił im sztalugi i cudne, kolorowe farby – bo obie bardzo lubiły malować. Zasiadły więc tego pamiętnego dnia do swoich płócien i zaczęły tworzyć. Ania malowała kwiaty w wazonie. Miało się wrażenie, że dojrzałe piwonie wręcz przechodziły wraz z kolejnym pociągnięciem pędzla na jej płótno. Z każdą chwilą stawały się coraz bardziej doskonałe, piękne i niezwykle realne. Kasia zaś malowała kotka Mruczka, który siedział na błękitnej, pikowanej kanapie. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że Kasia chciała zobaczyć, co tworzy siostra. Wstała więc i podeszła do płótna po drugiej stronie stołu. I to, co zobaczyła zaparło jej dech w piersiach. Obraz był przepiękny. Pełen emocji i pasji. Piwonie wyglądały jak żywe. Już miała zachwycić się i powiedzieć siostrze komplement, gdy nagle porównała swój obraz z tym dziełem i do jej serca zakradła się zazdrość:

– Taki piękny obraz namalowała Ania! – pomyślała – O nie! A ja nie umiem tak pięknie! Mój kot jest beznadziejny, wcale nie wygląda tak samo jak Mruczek…

Nakręcała się coraz bardziej, a zazdrość powoli przybierała różne barwy emocji. Od smutku, po żal, frustrację, w końcu przyszła złość.

Niby nic się nie stało, a Kasia z każdą chwilą stawała się coraz brzydsza, wykrzywiając twarz w grymasie złości, krzycząc i tupiąc. Na nic się zdały zapewnienia siostry, że jej obraz był równie zachwycający. I rzeczywiście taki był. Bo każdy inaczej odbiera rzeczywistość. Każdy ma inną wrażliwość. I każdy obraz jeśli jest autentyczny, jest piękny…

Najgorsze są porównania, to zabija wszystko…

– Chcecie wiedzieć jak skończyła się historia? – zapytało znienacka lustro.

– Tak – odpowiedziała Mariola z wypiekami na policzkach z podekscytowania.

– Źle. Bardzo źle się skończyła. Kasia nakręcała się złością coraz bardziej. Dlaczego? Bo chciała być najlepsza. Bo to ona chciała być wyjątkowa. Nie mogła znieść faktu, że siostra zrobiła według niej coś piękniejszego. Fala zazdrości i coraz większej agresji zasłoniła jej umysł i serce czarnym dymem. W końcu w przypływie furii mocno popchnęła sztalugę siostry, popychając tym samym Anię, stojącą po drugiej jej stronie. Nieszczęście w tym jednak było większe, niż mogłaby przewidzieć bujna wyobraźnia dziewczynki. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Tempie, na które niestety Kasia nie miała już wpływu… Jako, że Ania stała też przy wysokim oknie, nieoczekiwane i mocne pchnięcie sztalugi spowodowało, że przewracająca się sztaluga przewróciła też dziewczynkę, która upadła prosto na okno, wybijając je swoim małym, bezbronnym ciałem i wypadając z łoskotem na zewnątrz…

Obie kobiety wstrzymały oddech.

– I co dalej? – zapytała z przejęciem królowa Agrona.

– Kasia raptem zdała sobie sprawę ze swojego nikczemnego zachowania i z przerażeniem podeszła do okna.  Jej siostra leżała na dole, w ogrodzie, tuż pod oknem.

Ze wszystkich stron z ogrodu zbiegały się osoby zaalarmowane hałasem rozbijanego szkła.

– Ja nie chciałam, ja nie chciałam – powtarzała po cichutku do siebie samej Kasia, patrząc nieprzytomnie na efekt swojej złości.  – To nie może być prawda. To jakiś zły sen. Ja nie chciałam tego zrobić. – dziewczynka niemal zemdlała, opadając na zimną posadzkę komnaty.

I jak tak Kasia siedziała zanurzona w rozpaczy, wraz z wiatrem do pokoju wpadła mała, złota wróżka.

– Wiem Kasiu, że nie chciałaś. Wiem, że w głębi serca masz dobro. To zazdrość pchnęła cię do tego czynu. A zazdrość wyniknęła z porównań. Mogę coś dla ciebie zrobić, ale ty musisz obiecać mi, że również coś zrobisz.

– Dobrze. Co tylko zechcesz – powiedziała mała dziewczynka w oczekiwaniu cudu, chcąc za wszelką cenę uratować siostrę.

– Ja mogę cofnąć czas ale to ty znów dokonasz wyboru. Obiecaj mi tylko, że nie będziesz się porównywać.

– Nie będę – odpowiedziała dziewczynka, a po jej policzkach spływały gorące i słone łzy.

– Już nigdy nie będę się porównywać – powtórzyła cichutko.

– Abrakadabra – powiedziała wróżka i zniknęła.

Wtem obie siostry znów siedziały każda przy swojej sztaludze. Kasia kończyła malować kotka, który choć wyglądał inaczej niż Mruczek, bo był kolorowy i miał większe oczy, podobał jej się bardzo, bo dokładnie tak chciała go przedstawić. Inaczej, zawadiacko, kreatywnie. Ania za to kończyła malować piękne piwonie. Kasia cicho podeszła do siostry, objęła ją ciepło, pocałowała w policzek i powiedziała:

– Pięknie malujesz Aniu, twoje piwonie są zachwycające. Wyglądają jak żywe! Tak, jak Ty, jesteś taka pełna życia! Kocham cię siostrzyczko – powiedziała cicho, tuląc się do uśmiechającej się do niej dziewczynki.

– Chciałabyś zobaczyć mój obraz?

– Jasne! – odpowiedziała Ania.

Ania przyglądała się kotkowi z wyrazem podziwu.

– Piękny. – Podsumowała po chwili. – A najbardziej to mi się podoba jego kolor i te wielkie oczy. Widać, że masz olbrzymią wyobraźnię – dodała chwytając siostrę za rękę i zaczynając wesoło pląsać wokół prac.

– Każda praca jest piękna. Inna i cudna na swój wyjątkowy sposób – pomyślała Kasia, dziękując w myślach wróżce i losowi za dobrą, choć mocną lekcję, jaką przydarzyło jej się przeżyć jeszcze przed chwilą.

Obiecała sobie nigdy więcej nie porównywać się do nikogo. I wiecie co? Była najszczęśliwszą królewną jaką znałem… – dodało lustro w zadumie.

– Dlatego już dość tych niestosownych pytań drogie panie – dodało z uśmiechem – każda z was jest piękna i kropka. Każda ma co innego. Cennego i pięknego. Sekret leży tylko zawsze w tym, czy potrafimy to zauważyć…

Zahuczało, zabulgotało i nastała cisza.

Mała dziewczynka i dojrzała kobieta siedziały jeszcze chwilę zatopione w myślach.

– Jesteś piękna – powiedziała dziewczynka do kobiety ze wzruszeniem w głosie.

– Ty też Mariolu – odpowiedziała Agrona.

Przez otwarte okno komnaty, król stojący nieopodal w pachnącym różami ogrodzie, obserwował piękną scenę. Ukochana córka, i jego piękna, młoda żona przytuliły się do siebie ciepło.

– Dziewczyny! – krzyknął król machając w stronę okna na powitanie – pora na pyszne śniadanko!

– Ja to mam szczęście – pomyślał idąc wolnym krokiem w stronę drzwi pałacowych.

– W końcu nastały dobre czasy – pomyślało z kolei uradowane lustro. – Mogę mówić to, co myślę, a nie to, co chcą ode mnie usłyszeć. – uśmiechnęło się do siebie wzdychając w końcu z ulgą.

tekst: Dorota Kościukiewicz-Markowska

 

Jeśli spodobała Ci się ta bajka to koniecznie zajrzyj TUTAJ

UWAGA!!!: Książka „Bajeczki nie tylko dla Majeczki” jest już wydana i możesz ją zamówić pod adresem http://movart.pl/ksiazki/1-bajeczki-nie-tylko-dla-majeczki.html

KOMENTARZE: