Projekt MEDYTACJA 365 – relacje uczestników

0-4


Relacje po 6 miesiącach medytacji:


UCZESTNIK #1 – po  6 miesiącach medytacji
Regularne ćwiczenia fizyczne bez pominięcia żadnego treningu przez ostatnie 3 miesiące? Odpowiedzialność oraz podejmowanie i wypełnianie zobowiązań? Zauważenie, że ostatnie 3 lata studiów były zupełnie zmarnowanym czasem?
A może wejdźmy trochę głębiej? Powiedzmy… Chęć i umiejętność szerszego spojrzenia na każdą napotkaną sytuację? Kwestionowanie myśli, które nieproszone przychodzą do głowy? Czy może po prostu spokój?
Myślę, że trudno jest wskazać konkretne etapy medytacji oraz zmiany, jakie wprowadza ona w życiu. Są one po prostu zbyt subtelne do zauważenia z dnia na dzień. To tak samo, jak gdy oglądamy się każdego dnia w lustrze. Nie jesteśmy w stanie dostrzec, jak się zmieniamy, dopóki nie spojrzymy na jakieś stare zdjęcie lub nie zdarzy się coś bardzo zauważalnego, jak pierwszy siwy włos.
Niewątpliwie jednak te zmiany cały czas zachodzą. Rzeczy opisane na początku tego tekstu w dwóch pierwszych akapitach są dla mnie niezaprzeczalnymi dowodami na to, że coś się dzieje z życiem osoby, która dotychczas raczej nie posiadała zdolności do zmiany czegokolwiek.
Niestety z pozoru nie wszystko jest takie dobre. Medytacja dała mi możliwość zauważenia pewnych wyobrażeń na swój temat. Naprawdę, nie ma zupełnie nic fajnego w tym, że człowiekowi burzą się pewne bardzo ważne przekonania o nim, a on to doskonale widzi i wie, że nie jest w stanie tego przed sobą ukryć. Kiedy całe życie jest przekonany, że jego największą cechą i zaletą jest coś, co nagle okazuje się być tylko i wyłącznie jego pustą wiarą w to, że taki jest. Wiarą, a nie rzeczywistym faktem. Właśnie w momencie kiedy ta jedna cecha jest najważniejsza, nagle okazuje się, że jest ułudą i czystym wyobrażeniem.
Jednocześnie jest to jednak dokładnie to, czego chcemy. Odkryć siebie, to jacy jesteśmy naprawdę. Pozbyć się nawarstwianych przez lata wyobrażeń na swój temat, zbudowanych na podstawie wyobrażeń o wyobrażanych wyobrażeniach. Specjalnie powtarzam to słowo, aby pokazać, jak bardzo jest to absurdalne. Brzmi komicznie, prawda? Szkoda, że robi to każdy z nas.
Obecnie, po pół roku, myślę, że właśnie to jest ważne w medytacji. Umiejętność dostrzegania rzeczy, których nie widzieliśmy, mimo że cały czas mieliśmy i mamy je przed sobą i w sobie. A wszystkie inne rzeczy, jak wspomniane wyżej regularne ćwiczenie, wynikają po prostu z nauki samodyscypliny idącej za codzienną medytacją, co również jest bardzo przydatną cechą. Niemniej jednak – tylko dodatkową, ponieważ to chyba poznanie siebie jest najważniejsze.

UCZESTNIK #2 – po  6 miesiącach medytacji
Medytacja ma wpływ na życie i życie ma wpływ na medytacje. Moje podsumowanie po pierwszych 3 miesiącach medytacji zdecydowanie pokazywało jej pozytywny wpływ na życie. Niestety po kolejny 3 miesiącach, zawirowania w życiu osobistym zniwelowały te pozytywne aspekty. Wiele zmian, które wydarzyły się przez ostatnie 3 miesiące wpłynęły na wzrost stresu oraz spadek uważności. Medytacja stała się dość męcząca i mało efektywna ze względu na mniejszą koncentrację i naprawdę duży natłok myśli. Czuję, że muszę uzbroić się w cierpliwość, aby medytacja znów przyniosła mi pozytywne zmiany.

UCZESTNIK #3 – po 6 miesiącach medytacji
Ostatnie badanie w Ani Okupińskiej wykazało bardzo duży spadek fal Beta2 (odpowiedzialnych m.inn za stres; czym mniejsza Beta 2, tym mniej stresu). Na pewno jest to namacalny dowód na to co osobiście zauważyłam. Stresy, nerwy nadal są, ale ja zupełnie inaczej na nie reaguje. Jest we mnie mniej napięcia i takich niekontrolowanych wybuchów emocji.
Moje doświadczenia po pół roku:
Medytacja stała się pewnym zwyczajem, nawykiem, chociaż wcale nie jest łatwiej do niej siąść po 6 miesiącach. Różnica polega na tym, że czuję i wiem że jak już usiądę i dam sobie te 25 minut, to wszelkie problemy i stresy tracą na swej mocy. Dystansuje się to tego, odpoczywam, zbieram siły. To jest czas dla siebie. Czy medytujesz czy tylko siedzisz sam na sam – niesamowite rzeczy mogą sie zadziać.
Trudne emocje – jest ich nadal sporo. One nie zniknęły, nie ma różowych okularów. Różnica polega na tym – że już od nich nie uciekam, nie zakopuję pod dywan. Pozwalam im zaistnieć, pozwalam sobie je poczuć i zobaczyć np.trzęsące się ręce, fale gorąca napływającą z brzucha. Tym razem tego nie spycham, coraz rzadziej sie z tym identyfikuję, nie wkręcam się w to. Po prostu to zauważam. Obserwuję jak narrator gdzieś z boku. Dzięki temu dużo szybciej odzyskuję kontrole i nie wpadam w szał, hejt.
Nie zawsze oczywiście. Są sytuacje gdy sobie na to pozwolę, ale wtedy nie ma już ściemy. Widzę cały ten proces. Jak to się nakręca, jak petarda odpala. Widzę, czuję i już wiem co będzie dalej. Na szczęście już tylko czasem tak mi się zdarza.
Co mi to daje? Wiem już, że wszystko zależy ode mnie. Czy to będzie dobry, czy zły dzień, każda reakcja zależy ode mnie. Nie ma złych ludzi, gorszych dni, to wszystko moje nastawienie i reakcje na wszystko co mnie otacza każdego dnia. Moje życie to moje myśli, nastawienie, nawyki. Wszystko co mi się „przydarza” sama sobie robię.
Pewne relacje konfliktowe – właśnie zaczęły się rozwiązywać. Mam siłę i odwagę się z nimi zmierzyć. Bez wrogości czy walki. Nie zdawałam sobie sprawy jak byłam do tej pory sparaliżowana strachem. Z drugiej strony obrałam sobie metodę unikania, nie podejmowania trudnych tematów, myśląc że z czasem same się rozwiążą. W tej chwili każdy problem czy relacje, które stają mi na drodze, traktuję jak zadanie. Zadaje sobie pytanie – co to dla mnie znaczy, co mam zobaczyć, czego doświadczyć? Zaczynam robić porządki, zabierać głos, wyznaczać granice. Wcześniej tylko odpierałam ataki i budowałam mury obronne.
Myślę że jestem również spokojniejsza o przyszłość. Nie zabiegam o jakieś gwarancje, namacalne dowody czy zapewnienia, że będzie dobrze. Ja to wiem i czuję. Jestem pozytywnie nastawiona, otwarta na to co czas przyniesie. Nie wybiegam w przyszłość. Daję sobie przyzwolenie na bycie słabą, na odczuwanie smutku, czy gorsze dni. Nie udaję. Jestem jaka jestem. Kiedyś byłam postrzegana przez najbliższych za „babę z jajami”. Dzisiaj nic nie muszę, wszystko mogę. Na pewno pozwalam sobie na wszystkie emocje. Czasami zabawne jest widzieć siebie jakby z boku i te trzęsące się ręce :-) Czy wcześniej ich nie było, czy tak bardzo się kontrolowałam?… W pracy usłyszałam, że inspiruję. Być może, sporo czytam, dużo obserwuję i być może osoby pracujące ze mną widzą we mnie zmiany, które i ja zauważam.
Na zakończenie dodam ważną rzecz. Nigdy wcześniej nie czułam się tak samotna, tak wyalienowana. Wiele osób po prostu nie zaakceptowało moich zmian. Wygodniej, być może im było z moją poprzednią wersją. Lepiej było milczeć i nie reagować, kiwać głową albo klaskać :-)
Wiedząc to wszystko, nie cofnęłabym czasu. Jakbym dostała na nowo propozycję wzięcia udziału w projekcie, na pewno bym się zgodziła. Wiem i czuję że to okres przejściowy. Trudny… ale nie wyobrażam sobie cofnąć się o sześć miesięcy do tyłu.

UCZESTNIK #4 – po 6 miesiącach medytacji
Zadziwiające jest to, że mam jakiś dziwny opór materii, żeby napisać podsumowanie mojej półrocznej podróży przez medytację. Po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że chyba przemawia przeze mnie lęk, żeby „nie zapeszyć”, żeby „nie zachwalić” i żeby czar nie prysł. O wiele łatwiej mi się o tym mówi niż pisze, ale spróbuję:)
Moje życie w przeciągu tych miesięcy uległo całkowitej zmianie. Wprawdzie nie ustrzeliłam „6” w totka ani nie zmienił się mój stan cywilny to jednak wygrałam coś o wiele bardziej cennego – świadomość i czas.
Medytacja to dla mnie coś więcej niż 24 minuty– to tak naprawdę 24 godziny dziennie. Ma ona wpływ na wszystko co robię i przede wszystkim JAK robię. Moje ŻYCIE PRZESZŁO CAŁKOWITĄ zmianę jakośowią. Wiem kiedy wziąć głęboki wdech i na czym się skupić, i wiem kiedy odpuścić, spokojnie wypuścić powietrze. Większa uważność i jednocześnie większy spokój. Wiem, że nie mam wpływu na wiele sytuacji, ale też tego wpływu mieć nie muszę – co więcej nie potrzebuję. Ciągła potrzeba nad-kontroli odeszła wraz z wydechem w niepamięć (a może z wdechem?!). Przecież mam jedynie wpływ na moje reakcje. Może to nie jest odkrywcze, ale odkrywcza jest dla mnie wyzwalająca moc takiego podejścia do życia:) Zyskując taką świadomość o wiele łatwiej jest mi też budować i utrzymywać relacje z ludźmi, którzy mnie otaczają, ale jest to w zasadzie budowanie relacji na nowo. Bo wraz ze świadomością wzrosło poczucie właśnie wartości i jednocześnie poczucie ważności mojej osoby – poczucie autonomii – można to nazwać asertywnością. ;)
Po 3 miesiącach miałam kryzys – bardzo przytłoczyło mnie to, co zaczęło się ze mną dziać, co czułam i jak wyglądały moje relacje. Teraz jednak przepełnia mnie poczcie radości! Jestem spokojna i szczęśliwa.

UCZESTNIK #5 – po 6 miesiącach medytacji
Medytuje mi się już wystarczająco komfortowo.Wciąż nie jest to moim ulubionym zajęciem. Nie ma już szarpaniny z myślami czy z oddechem. Ciało też ma już wystarczający komfort w pozycji siedzącej, by wytrwać 24 minuty bezruchu i nie rozpraszać mojej uwagi. Nie zauważam przełożenia medytacji na życie, bo nie wiem co mogłabym z tą medytacją połączyć. W kwietniu zaczęłam uczyć się języka migowego i to daje mi namacalne uczucie komfortu i szczęścia zarówno w ciele, jak i w głowie. Zwrócę zatem uwagę na codzienny oddech – czy jest taki jak ten z medytacji, czy inny. Nie połączyłam tej medytacji z sytuacjami, które prowadzę już od kilku lat, które traktuję jak medytację, w których nauczyłam się bądź uczę się obserwować uważnie siebie, swoje ciało, czy myśli; być może właśnie o te sytuacje chodzi, a trudno jest rozróżnić co z czego wynika. Od kilku lat mam świadomość, że nie jestem tym co myślę, że ta głęboka część mnie pozostaje nieporuszona pomimo okoliczności; więc chyba tak mogłabym opisać wrażenia z tego, jak umysł się wycisza, gdy ciało zostaje zatrzymane na 24 minuty.
Mam czasem wrażenie, że dopiero pod koniec medytacji osiągam równocześnie relaks w ciele i koncentrację w umyśle czyli coś co nazywam spokojem, a co osiągam też innymi metodami. Czasem od początku jest dobrze. Nie wiem jednak dokładnie czego szukać, jak to opisać, do czego porównać, gdyż każda zamierzona próba osiągnięcia „czegoś” w medytacji czy też śledzenie czy jestem w głębokiej medytacji, przeszkadzają mi w praktyce.
Uczęszczam raz w tygodniu na prowadzoną medytację uważności, która daje mi dużo przestrzeni w odczuwaniu, większą paletę odczuć i możliwości związanych z oddechem w różnych wariantach i jest „atrakcyjniejsza” dla mnie niż ta samodzielna.
Cieszę się, ze parametry fal mózgowych się zmieniają.


UCZESTNIK #6 – po 6 miesiącach medytacji
Już kolejne trzy miesiące za Nami. W trakcie samej medytacji daje się zauważyć spadek ilości myśli, wzrost relaksu i dużo więcej spokoju. Myśli nie są tak natrętne, przytłaczające, bombardujące z każdej niemal strony, Przychodzą i odchodzą w sposób w miarę płynny i bez natłoku. Obowiązek codziennej medytacji nie sprawia już kłopotu, stał się nawykiem w miarę wyrobionym. Z uwagi na osobiste problemy, które wywołały pewne stany lękowe i tak do końca nie wiadomo czy miały wpływ i jaki na medytację zniechęciły mnie trochę do niej . Po ustaleniu z prowadzącą paru zmian w sposobie i czasie trwania medytacji powoli odzyskałam osiągnięte wcześniej rezultaty jeśli chodzi o poziom relaksu w medytacji i na szczęście nie zniechęciło mnie to do dalszej praktyki .
Jeśli chodzi o wpływ medytacji na życie i stosunki międzyludzkie to mam wrażenie, że coraz częściej w różnych sytuacjach mniej i bardziej stresujących potrafię złapać dystans i jako obserwator staram się spojrzeć na problem z większym zrozumieniem a nie reagować impulsywnie i schematycznie. Relacje w domu, w pracy wśród znajomych zmieniają się przez to na lepsze. Mniej jest w życiu codziennym irytacji i złości , zmieniają się priorytety :)

UCZESTNIK #7 – po 6 miesiącach medytacji
Mięły kolejne 3 miesiące z praktyką medytacji. Nadal aktualna pozostaje kwestia pory dnia – u mnie oznacza to, że im wcześniej usiądę do medytacji, tym lepiej. Wcześnie rano mam dużo więcej energii, spokoju umysłu i samej uważności. Popołudniu rozpraszają mnie już odgłosy dnia, a późnym wieczorem jest spokojnie ale umysł mam już zmęczony i szykujący się do snu.
Poranna medytacja przebiega u mnie zawsze w podobny sposób. Skupienie na oddechu, zauważanie napływających myśli (kilka różnych wątków podczas sesji), dość szybki powrót do oddechu. W razie nawracających myśli pomagam sobie licząc oddechy do siedmiu.Cała praktyka jest z jednej strony relaksująca a z drugiej energetyzująca – układająca umysł na kolejne godziny. Medytacja wieczorna to niestety dużo większy natłok myśli i często zmęczenie, które znacznie utrudnia zauważanie i odpuszczanie tych wątków. Liczenie w tej sytuacji jest nadal najlepszą strategią utrzymania umysłu w ryzach.
Przez ostatnie tygodnie eksperymentowałem nieco z pozycją medytacyjną. Ostatecznie najlepsza jest pozycja klasyczna bo wymusza poniekąd skupienie na samej medytacji. W przypadku wygodnego fotela jest zbyt wygodnie i umysł odpływa – podobnie w przypadku medytacji na leżąco.
Trudno określić wpływ medytacji na życie codzienne. Z jednej strony mam wrażenie, że umysł jest bardziej poukładany i uważny. Zdarza się jednak, że czasami przyłapuję się na tym, że w niektórych aspektach tej uważności nie ma wcale i nieświadomie działam w pełni automatycznie. No chyba, że te retrospekcje można by zinterpretować jako właśnie uważność przejawiająca się w zauważaniu i ocenie swojego ogólnego postępowania (nie w danej chwili ale w perspektywie np. ostatnich tygodni). Być może w kolejnych miesiącach praktyki stanie się to bardziej oczywiste.



Relacje po 3 miesiącach medytacji:


UCZESTNIK #1 – po  3 miesiącach medytacji
Jeżeli ktoś spytałby mnie, czy medytacja ma jakiś sens, czy cokolwiek mi daje, odpowiedziałbym – nie wiem. Niestety, sam dla siebie nie jestem w stanie wskazać nawet jednej, konkretnej, wybranej rzeczy, która w jakikolwiek sposób polepszyła się odkąd zacząłem medytować.

Jednak przez ostatnie, na oko dwa lata, chciałem robić wiele rzeczy. Wiele rzeczy robić lepiej niż robiłem, bardziej regularnie, bardziej wydajnie. Chciałem ale nic z tego nie wychodziło, co powodowało tylko frustrację: „dlaczego, jako freelancer, chcę pracować więcej ale jakoś się nie udaje?”, „dlaczego chcę zacząć grać na gitarze ale jakoś nie mogę się do tego zebrać?”.
Ale nagle te rzeczy zaczęły udawać się, odkąd zacząłem medytować. Nie natychmiast, nie z dnia na dzień. Nie zrealizowałem nagle wszystkich marzeń w ciągu jednego dnia. Po prostu z każdym dniem, tygodniem, miesiącem każdy aspekt mojego życia zaczął się powoli, po trochę, polepszać.
Uważam, że ciężko wskazać jakąś konkretną rzecz, na którą wpływa medytacja ale powiedziałbym, że (w zupełnie niezrozumiały dla mnie sposób) wygładza ona wszelkie parabole w życiu.
Tylko co przez to rozumiem? – Pracując z domu mój system pracy wyglądał zupełnie zero-jedynkowo. Najpierw nie robiłem nic, a ostatniego dnia terminu pracowałem przez cały dzień i prawie zawsze całą noc. Słuchając muzyki przez jakiś czas słuchałem tylko utworów smutnych, wolnych, zmulających, aby później przez jakiś czas słuchać muzyki bardzo szybkiej, bardzo energetycznej i głośnej. Zazwyczaj przez jakiś czas bywałem bardzo smutny, prawie załamany, bez jakiejkolwiek chęci do robienia czegokolwiek, aby później przez jakiś okres czasu być najbardziej pogodną, energetyczną, pozytywną i uśmiechniętą osobą w towarzystwie.
Czyli podsumowując – parabole, wszystko na krawędzi, na zupełnie skrajnych końcach. Czasem „przejście” następowało z dnia na dzień, a czasem trwało kilka tygodni. Wahania dotyczyły wszystkiego: pracy, rzeczy, które lubiłem robić, muzyki, nastroju, wszystkiego. Teraz to wszystko „po prostu” MINĘŁO.
Jeżeli ktoś spytałby mnie, czy dobre zmiany w moim życiu, takie, które osobiście uważam za pozytywne, zachodzą dzięki medytacji, wciąż odpowiedziałbym, że nie wiem, i nie mogę dać na to jednogłośnej odpowiedzi. Ale to dopiero wsparcie medytacją mojego, dość słabego wcześniej, „chcenia”, dało jakieś efekty. Jeżeli istnieje choć cień szansy, że to dzięki medytacji (akurat odkąd zacząłem ją robić, w wielu aspektach polepszyło się moje życie) to wciąż będę to robił, i polecał każdemu, kto mnie o to zapyta

UCZESTNIK #2 – po  3 miesiącach medytacji
Pierwszy miesiąc medytacji dał mi szybkie efekty w postaci zmiany nasilenia i wahań nastrojów. Rzadziej zmienia mi się nastrój oraz znacznie zmniejszyło się nasilenie emocji towarzyszące zmianom. Zacząłem zauważać, że myśli nie muszą mieć bezpośredniego przełożenia na moje samopoczucie.

Oczywiście nie jest aż tak różowo, bo często daję się wyprowadzić z równowagi i popłynąć emocjonalnie ale czasami po lub w trakcie takich zdarzeń – uświadamiam sobie co się właśnie dzieje i jaka myśl do tego doprowadziła. To też pozwala szybciej skorygować mi kurs i powrót do siebie.
Z racji tego, że zacząłem dostrzegać różne myśli i zachowania widzę, że jestem w dużej mierze niedoskonały. Nie jest oczywiście tak, że wcześniej myślałem o sobie w kontekście doskonałości. Po prostu teraz jakby opadła kurtyna i już nie mogę udawać, że nie widzę pewnych oczywistych wad i prób wybielania siebie przed samym sobą. Czarno na białym widać, gdzie próbuje oszukiwać sam siebie.
Sama medytacja uświadomiła mi jaki natłok myśli mam w głowie. Podczas 24 minut medytacji zdarzają mi się momenty uważności i solidnej koncentracji na oddechu, jednak w większości czasu odpływam w siną dal wraz z moimi myślami, żeby po jakimś czasie znów skoncentrować się na oddechu. Na pewno jakość medytacji jest skorelowana ze zmęczeniem. Im później oraz im bardziej zmęczony jestem tym gorsza koncentracja i większa szansa na przyśnięcie :)
Chciałbym jeszcze dodać coś odnośnie kwestii niechęci do medytacji, o której wspominała ostatnio koleżanka z projektu. Ja również mam momenty, gdzie totalnie nie mam ochoty na medytację. Z tym, że wiem iż medytacja to nie sposób na relaks – tylko praca nad sobą. W dużej mierze dość ciężka, monotonna i długotrwała. Tak więc, gdy nie mam ochoty na medytację to zdaję sobie sprawę, że nie mam ochoty na spotkanie z samym sobą i bałaganem, który czeka na mnie w mojej głowie i który dobrze byłoby uporządkować;)
Pauzy w medytacji :) naprawdę niesamowite uczucie. Zatracenie granicy między ciałem, a otoczeniem. Przepływ falującej energii, stan bez myśli. Coś niesamowitego. Zdarzyło mi się kilka razy. Jest to dotknięcie czegoś transcendentnego. Coś, czego nie można wytłumaczyć, ani do końca zrozumieć. Jestem ciekawy, w którym kierunku będzie to zmierzało i jaki będzie miało wpływ na moją świadomość..
I jeszcze jedna osobliwa myśl… Moje doświadczenie z medytacją wyzwoliło u mnie przeświadczenie, że wszyscy na jakimś podstawowym poziomie jesteśmy częścią jednej większej jaźni. Wszyscy jesteśmy tacy sami na jakimś głębokim poziomie istnienia. Po prostu nisze, w których się wychowujemy, ciała, które „zamieszkujemy” różnią nas od siebie. To uczucie rozwija we mnie empatię i zaufanie do podróży jaką jest życie.
Tym osobliwym akcentem zakończę.

UCZESTNIK #3 – po 3 miesiącach medytacji
Na pewno jest to projekt, który pojawił się dla mnie w idealnym momencie. Od samego początku traktuje go bardzo zadaniowo. Przez trzy miesiące odpuściłam może ze dwa dni. Kryzys pojawił się dopiero teraz – styczeń. Myślę, że adrenalina opadła i po prostu jestem totalnie wypruta z sił. Widzę, że odbębniam nie tylko medytację. Owszem robię ale po najmniejszej linii oporu, co zresztą odnotowuję w tabeli. Niestety zdarza mi się wyczekiwać końca, spoglądać na zegarek – ile jeszcze. Coś czego wcześniej nie było.
W perspektywie ferie i urlop więc liczę, że w końcu odeśpię, odreaguję, fizycznie zresetuję się..

Wróćmy jednak do pierwszych 3 miesięcy.
Dużo myśli było i nadal jest. Na pewno zwiększyła się koncentracja. Zanim dopadło mnie zmęczenie – duża frajda z obserwowaniem siebie, swoich myśli, które odpuszczają i za chwilę wracają.
Pojawiły się momenty gdzie zaczęłam sobie zdawać sprawę, że nie jestem uważna. Kiedyś totalnie nie miało to dla mnie znaczenia. To z kolei spowodowało, że świadomie, coraz częściej, zaczęłam koncentrować uwagę, celebrować jakąś chwile, zadanie, coraz częściej wybierać co jest dla mnie ważne i warte uwagi, a co nie. Kolejny etap to pewna naturalna eliminacja mediów. Coraz mniej mnie interesuje co powiedzą w TVN czy innej stacji, coraz częściej nie rozumiem czym ludzie tak się ekscytują. Owszem, nadal mam telewizor i często korzystam z internetu ale chyba coraz bardziej przesiewam informację. Dokucza mi medialny chaos, który zwykle niewiele wnosi.
Moje relacje. No niestety był okres kiedy zupełnie nie mogłam się z ludźmi dogadać. Sporo było konfliktów. W pewnym momencie zaczęłam myśleć, że po prostu jestem przewrażliwiona, potem – że się czepiam. W tej chwili trochę to ucichło i jednocześnie zmieniło się moje podejście. Nie wiem jak to będzie dalej. Nie ukrywam, że w pewnym trudnym momencie zapytałam swojej znajomej praktykującej od dłuższego czasu medytację – co dana relacja (konflikt w tej relacji) chce mi pokazać. Wyszłam z założenia, że problem jest we mnie. Chyba bardziej byłam przekonana, że skoro coś mnie tak drażni w danych osobach – to pewnie powinnam spojrzeć na tych ludzi jak na lustro. Usłyszałam zupełnie coś innego. “Praca ze sobą, medytacja – uruchomiły zmiany, dlatego nie wszyscy obecni dzisiaj przy mnie ludzie, będą ze mną za jakiś czas.”
Zmieniam się, inaczej wiele rzeczy widzę, a przede wszystkim zaczynam dostrzegać niuanse niewidoczne wcześniej. Ta różnica chyba będzie się pogłębiać i część ludzi z mojego otoczenia wykruszy się. Stąd chyba te konflikty i nie porozumienia. Świadomość tego trochę pomogła mi uporać się z wcześniejszym obwinianiem siebie, typu – co się ze mną porobiło :-)
Nie wiem czy jest łatwiej, gdzieś tam człowiek walczy, nie chce zostać osamotniony. Może z większym zaufaniem odpuszcza się kurczowe trzymanie ludzi – niech się dzieje i tyle.
Druga strona w relacjach – to empatia. Na jednych się wściekam maksymalnie, a innych widzę zupełnie w innym świetle. Bardziej współczuję, więcej rozumiem, częściej potrafię spojrzeć na kogoś z takim dystansem. Znajomy po długim niewidzeniu podsumował mnie – “że jestem mniej oceniająca i szydząca”. Wcześniej objeżdżałam ludzi bez skrupułów, dosyć szybko przyklejałam każdemu „łatki” itp.
Czas wolny. Tutaj znowu dużo większa uważność. Lepiej spędzany czas, większa selekcja – czego chcę, a na co absolutnie nie mam ochoty. Rzadziej robię kilka rzeczy na raz. W styczniu panuję u mnie chaos i syf – myślę tu o porządkach, tematach których nie załatwiłam. Nie wiem skąd, ale koniecznie chcę w końcu wygenerować czas żeby to wszystko sprzątnąć, posegregować. Jakaś dziwna potrzeba uporządkowania, wyrzucenia zbędnych rzeczy. Liczę, że niedługo znajdę na to czas i z radością się tym zajmę.
Sny. Pojawiło się kilka bardzo charakterystycznych. Takich które zapamiętałam, co rzadko mi się wcześniej zdarzało. Typu – śniące się szerszenie.
Myślę, że to tyle. Dużo i mało. Ciężko ocenić, wcześniej nigdy tak wnikliwie się sobie nie przyglądałam. Poza tym ostatnie lata u mnie to ciągłe zmiany. Tym razem widzę zmiany zachodzące we mnie, a nie na zewnątrz :-)

UCZESTNIK #4 – po 3 miesiącach medytacji
Medytacja nadal jest przyjemnością ;) przy takim trybie życia jakie prowadzę jest bardzo fajną odskocznią i momentem dla siebie w ciągu dnia ;) wolę robić ją wieczorami, kiedy już nie mam nic do zrobienia, bo wtedy odczuwam większy komfort.
Co się zmieniło…?
Czuję dużo złości, na siebie i otoczenie – wynika ono prawdopodobnie z bezsilności na to, że wiem, że nie mam wpływu na wiele rzeczy… Zmusza to do refleksji nad sensem wielu zachowań – tego czy robię rzeczy, które są dla mnie dobre? Czy jestem szczęśliwa? Czy tego chcę?
Moje relacje z ludźmi uległy zmianie – często pogorszeniu na razie… :(
Miewam też dużo snów – różnych, prawie codziennie…

UCZESTNIK #5 – po 3 miesiącach medytacji
Pierwsze dwa miesiące medytacji były ekscytujące, odkrywcze i dawały poczucie osadzania się w sobie. Kilka razy zdarzyło mi się poczuć swobodny oddech, czyli wrażenie, że się jest oddechem. Było to połączone albo z wrażeniem odpadania jakiegoś żelaznego pancerza z brzucha i klatki piersiowej, albo z wrażeniem przestrzeni, jasności w głowie pod wpływem czegoś na kształt prądów przechodzących przez skronie. Również w codzienności miałam wrażenie większego stanu medytacyjnego przy różnych czynnościach, choć uczucie to jest trudne do opisania.
W trzecim miesiącu w moim osobistym życiu wydarzył się bardzo duży stres, zarówno na poziomie fizycznym, jak też psychicznym. Medytacja stała się swoistą udręką. Zniecierpliwione myśli były przeze mnie zauważane znacznie częściej niż swoboda oddechu czy w ogóle oddech. Nie obniżyłam wskaźników do minimum, bo wydaje mi się, że może być gorzej. Pozostawałam prawie miesiąc z obserwowaniem znużenia czy zniecierpliwienia w medytacji. Zdarzało się, że z utęsknieniem czekam na sygnał oznajmiający, że 24 minuty minęły.
Ogólnie rzecz ujmując, uważam, że doświadczenie z tego typu medytacją jest inspirujące. Samo porównanie wrażeń z tej 24 min. medytacji – zarówno gdy życie jest ustabilizowane jak i wtedy, gdy toczy się jakiś wewnętrzny dramat, jest cenne i dające jakąś inną perspektywę patrzenia na sprawy i to, kim się jest. Jest to doświadczenie, które na początku sprawia wrażenie bardzo osobistego, więc być może nie należy opowiadać o wszystkich wewnętrznych walkach i dylematach jakie toczą się w czasie wielkiego stresu i chwil zatrzymania się w medytacji? Być może z perspektywy czasu wszystko ukaże się w innym świetle i będzie łatwiejsze do ubrania w słowa? Wydaje mi się, że z czasem, bez względu na okoliczności, pojawia się jakaś wewnętrzna ochota na medytację, która jest w stanie przebić się przez stres i chęć odrzucenia medytacji.

UCZESTNIK #6 – po 3 miesiącach medytacji
W ciągu tych pierwszych trzech miesięcy w samej medytacji zaobserwowałam wzrost myśli. Jest ich dużo więcej – ciągły, właściwie nieprzerwany natłok ale nie wywołują one konkretnych emocji. Z upływem czasu mimo tego natłoku relaks w trakcie medytacji wzrasta.
W życiu codziennym po około dwóch miesiącach mam wrażenie, że wszystko wymyka się spod kontroli. Codzienne sprawy nie dają się zaplanować – żyją swoim życiem ale nie tworzą przy tym chaosu. Być może to proces odpuszczania włączył się i wszystko dookoła pokazuje mi, że nie możemy wszystkiego zaplanować:).
Zaobserwowałam również wzrost empatii i współczucia do bliskich i otaczających mnie osób.

UCZESTNIK #7 – po 3 miesiącach medytacji
Pierwsze trzy miesiące medytacji za mną. Czas podsumować co się przez ten czas zmieniło. Na pewno zmienił się komfort fizyczny. Plecy i kolana przyzwyczaiły się do pozycji medytacyjnej i 24-minutowa praktyka nie sprawia mi już problemów. Trochę ćwiczeń na mięśnie brzucha odegrało też swoją rolę przy eliminacji bólu pleców. Komfort fizyczny jest więc już całkiem wysoki. W moim przypadku istotny jest też czas medytacji. Jeśli uda mi się wstać wcześniej i zrobić praktykę z samego rana to skupienie na oddechu jest dużo wyższe, odczucia głębsze a natłok myśli mniejszy. Komfort psychiczny jest więc całkiem wysoki. Mam też wówczas poczucie dobrze rozpoczętego dnia. Jeśli medytacji nie zrobię rano to w ciągu dnia jest mi już trudno znaleźć spokojne pół godziny i praktykę rozpoczynam dopiero późnym wieczorem. Tylko, że wieczorem jestem zmęczony i najwięcej energii muszę włożyć w to żeby nie zasnąć. Medytacja jest więc „zaliczona” ale bez takiej satysfakcji jak o poranku.
Zakładałem, że po 3 miesiącach medytacji umysł będzie znacznie spokojniejszy. Tymczasem natłok myśli jest w zasadzie ten sam, tylko mam wrażenie, że jestem w stanie szybciej je zauważyć i „odsunąć”. Jeśli liczę oddechy to po kwartale praktyki dużo rzadziej przekraczam ustalone siedem oddechów a już praktycznie nigdy nie przekraczam dziesięciu. Nie mam „kosmicznych” odczuć ale mam większe poczucie uważności. Co ciekawe ta uważność przenosi się powoli do życia codziennego (albo po prostu bardziej to zauważam). Niedawno zdałem sobie sprawę, że natłok myśli z którym poniekąd „walczymy” podczas medytacji jest z nami na stałe. To nie jest tak, że tylko wyciszając umysł robi się próżnia, która natychmiast ściąga różne przemyślenia. Cały czas wydaje nam się, że robimy tylko określoną czynność ale umysł w tym czasie „obrabia” wiele innych tematów. Niestety dzięki takiemu mechanizmowi nie jesteśmy „tu i teraz” i życie przelatuje nam przez palce. Tymczasem gdy skupimy się tylko na jednej czynności (tak jak w medytacji na oddechu) to jakość tego przeżywania jest nieporównywalnie większa. Powoli, w ciągu dnia, łapię się już na tej niepotrzebnej wielowątkowości umysłu i skupiając się na jednej czynności mam głębsze odczucia chwili i sporą satysfakcję. Takie spostrzeżenie daje mi też dużą motywację do kontynuowania praktyki medytacji i sprawdzenia co będzie dalej. .

LISTA INFORMACYJNA O WARSZTATACH 2016
Jeśli chcesz być informowana/y o aktualnościach Szkoły Szczęścia (zajęcia, warsztaty, konferencje) to polub nasz fanpage na Facebook-u:
lub prześlij nam swój adres e-mail korzystając z formularza obok:

Imię i nazwisko (wymagane)

Adres email (wymagany)

Telefon

This is a unique website which will require a more modern browser to work!

Please upgrade today!