KLATKA. Czym bardziej nie daje Ci wyjść, tym bardziej chcesz być na zewnątrz…

Im bardziej jednak czujesz, że możesz być na zewnątrz, tym bardziej wolisz siedzieć w środku.

Ot, cała natura człowieka. Ta ciepła i bezpieczna strefa komfortu…

 

Co więc potrzeba by z niej wyjść? Może paradoksalnie osaczyć się i stworzyć trudne warunki opuszczenia klatki? Może wtedy właśnie człowiekowi „zachce się”?

 

Dom, w którym żar ugasł,

stoi na końcu drogi.

Tylko jemioła samotna

wie o jego istnieniu.

Nikt z niego nie wychodzi

ani nikt nie puka do jego drzwi.

Wewnątrz mieszka człowiek

ze złamanym sercem.

– Niepotrzebny mi taki świat.

Pomyślał pewnego dnia

i spojrzał za okno.

Był zachmurzony dzień.

Zimno.

Szaro i bez światła.

– Nie wiem czy potrafię wyjść.

– A nawet jakby, to po co?

Fala wspomnień ogarnęła jego umysł.

Ostatni raz, jak był na zewnątrz,

niebo miało jeszcze błękitny kolor,

słońce oświetlało kolorowe kwiaty,

a cichy wiatr szumiał lekko

w pobliskich lasach.

Potem wszystko straciło kolor

i blask.

A on z każdym dniem,

zapadał się do środka

coraz bardziej.

Najpierw zapadły się jego uczucia,

potem emocje,

a na końcu myśli.

Jego ociężały umysł

dawno już przestał pytać się:

– Kim jestem?

Stracił zmysły?

Czy właśnie wbrew pozorom

zyskał je?

Czuł się pusty.

Obnażony. Niczyj.

Absolutnie wyczyszczony

z pragnień, oczekiwań, marzeń…

– Otworzę jednak te drzwi.

– Nie mam dziś nic do stracenia.

Pociągnął lekko za klamkę

ale drzwi nawet nie drgnęły.

Zardzewiałe zawiasy

już od dawna przestały działać.

W umyśle człowieka pojawił się

zarodek woli,

przezroczyste jeszcze pragnienie

by być na zewnątrz.

Silniej chwycił za klamkę.

Nic.

Ani rusz.

Wola zaczęła rosnąć.

Pragnienie też…

– Chcę stąd wyjść.

Pomyślał,

z całym impetem ruszając na drzwi.

Nic.

Nie drgnęły.

Pragnienie przekształcało się w obsesję,

a wola w silną decyzję

wyjścia na zewnątrz.

– Chcę stąd wyjść!

Krzyknął z całych sił,

uderzając krzesłem w okno.

Roztrzaskująca się szyba

i hałas rozpryskiwanego szkła

wstrząsnęły ciałem,

które już od niepamiętnych czasów

znało tylko ciszę.

Podszedł bliżej

do tego, co jeszcze do niedawna

było przezroczystą zasłoną

oddzielającą go od świata.

Na framugach pozostało

kilka kawałków ostrego szkła.

W jednym z nich

zobaczył swoje odbicie.

– Czy to ja?

Pomyślał.

– A jakie to ma znaczenie?

Odpowiedział sobie,

stawiając pierwszy krok,

po drugiej stronie

jego dawnej rzeczywistości.

Zaczerpnął świeżego powietrza.

Było rześkie i chłodne.

Spojrzał w niebo.

Wielką, szarą przestrzeń.

– Szarość, która ma odcienie…

Zrobił drugi krok,

spoglądając za siebie.

Jego dom był smutny.

– Tak jak ja.

Pomyślał,

robiąc trzeci krok,

i czwarty i piąty.

Zaczął iść coraz szybciej

i szybciej…

– Jestem wolny.

Szepnął,

zaczynając bieg,

ku jeszcze nienarodzonym

marzeniom.

KOMENTARZE: