Tak sobie siedzę i myślę…

jak nie często jesteśmy z siebie dumni. Od dziecka uczą nas najpierw rodzice, potem społeczeństwo, środowisko itd. jak należy być “skromnym” i pokornym. Kto skromniejszy, ten w oczach społeczeństwa zasługuje na szacunek, na niemą i cichą pochwałę. Z wielkim podkreśleniem słowa “CICHĄ”. Możemy więc się tylko domyślać, że ONI nas w duchu chwalą za naszą skromność. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Jeśli ONI nie zrobią tego na głos, raczej nie zrobią tego i po cichu… Przeistaczamy się więc powoli w istoty, które nie chwalą się swoimi osiągnięciami, nie są chwalone przez innych, ale też i nie chwalą osiągnięć tych “innych”.

Zapytaj się sam siebie – Kiedy ostatni raz była/eś z siebie dumna/y? A ze swojego przyjaciela? Z męża, z dziecka, z rodzica? Jeśli tak, to czy wyraziłeś to?

Dlaczego czujesz opór przed dumą i jakąś nie pohamowaną lepkość w kierunku w większości niestety fałszywej skromności?

Nie chwalisz siebie ale czekasz w duchu aż zrobią to inni? Kiedy i kto? Kto ma dać Ci to uznanie, tę pochwałę, na którą czekasz jak żebrak łaknący każdego najmniejszego okruszka…

Jak zwykle trzeba zacząć od siebie.

 

No więc ja dzisiaj jak zwykle dość rewolucyjnie, dość przekornie i przy okazji odważnie ogłaszam, że dziś nie będą skromna. Pochwalę się. I przy okazji mam nadzieję, że sprowokuję i zainspiruję Ciebie do tego samego. Najpierw opiszę, swój przypadek a potem dam Ci podłoże naukowe, dlaczego dobrze jest być z siebie dumnym i dlaczego dobra duma z siebie samego przyczynia się do zwiększenia poczucia własnego szczęścia.

 

Cieszę się z siebie samej i jestem z siebie dumna. Bardzo:)

Dlaczego? Bo wczoraj zobaczyłam piękną rzecz, w którą bez udziału mojej świadomości zostałam niejako “włączona”. Otóż rozmawiając z pewną znajomą okazało się, że nosi ze sobą w torebce ważny dla niej wycinek prasowy. Taki, który może przeczytać w każdym momencie i który przypomina jej o rzeczach istotnych w ważnych chwilach życia. Co się okazało? – że wycinek był z mojego magazynu “Szczęście podaj dalej”! Poczułam się dumna:) Wow, ktoś wyciął część mojego magazynu i trzyma go ze sobą. Przecież po to go robiłam – dla inspiracji innych, i teraz widzę, że miało to sens. Za chwilę przysłowiowa szczęka naprawdę mi opadła, bo znajoma wyciągnęła z portfela wyciętą część artykułu, a ja zobaczyłam na niej swoje własne słowa! To było niesamowite wrażenie. To był mój artykuł. Ona o tym nie wiedziała. Bo to był “tylko” wycinek, ja za to poczułam się dumna z siebie samej. Ogarnęła mnie fala dumy właśnie, bo inaczej nie potrafię nazwać tej emocji. Dumy połączonej z radością i szczęściem. Że moje słowa mają moc, że ktoś nie tylko chce je czytać, ale że słowa te mogą iść dalej, krążyć, zataczać koła i towarzyszyć ludziom, takim jak moja znajoma w różnych chwilach. Że moje słowa są noszone w damskiej torebce, w portfelu. Dostępne, inspirujące, transformujące.

I kto miałby być ze mnie dumny jeśli nie ja sama?

Od kogo miałabym czekać na oklaski? Znajomej nawet nie wspomniałam, że to był mój artykuł, po co?:) Czasem jak znamy autora wypowiedzi, to słowa mogą tracić wręcz moc. Nie wyjawiłam jej więc tej mojej słodkiej tajemnicy.

Świętowałam w duchu. Po cichu. Ale dziś postanowiłam świętować głośno. Publicznie. Bo mało kto potrafi podzielić się swoimi osiągnięciami.

A osiągnięcia, proszę Państwa są jednym z podstawowych elementów psychologii pozytywnej. Obok pozytywnych emocji, relacji międzyludzkich, zaangażowania i celu stanowią trzon teorii dobrostanu PERMA profesora Martina Seligmana, twórcy psychologii pozytywnej. A czym jest dobrostan jak nie poczuciem szczęścia?…

 

Wracając do samej dumy, wchodzi ona w skład emocji pozytywnych, czyli łączy się nam ona z drugim trzonem teorii Perma.

 

Według profesor Barbary Fredricson, która należy do psychologów zajmujących się psychologią pozytywną, duma jest jedną z 10 form pozytywności.

I zacytuję w tym miejscu samą Panią profesor, bo któż jak nie ona da nam najściślejszą definicję tej emocji (na podstawie książki pt. “Pozytwność” Barbary Fredrickson, wyd. Zysk i S-ka).

“Duma należy do tzw. emocji samoświadomościowych. Wszyscy znamy jej złośliwych krewnych: wstyd i poczucie winy. Te bolesne uczucia ogarniają nas, gdy ktoś zarzuca nam coś złego. Duma jest ich przeciwieństwem – pojawia się wtedy gdy “zarzucają” nam coś dobrego. Duma nie cieszy się najlepszą sławą, bo jest mylona z pychą będącą pierwszym z grzechów głównych. Mówimy, że dumnym woda sodowa uderza do głowy albo że duma poprzedza upadek. Każda emocja może pójść za daleko, lecz w szczególności dotyczy to właśnie dumy. Niekontrolowana duma staje się zarozumiałością. Utrzymana w ryzach i hamowana ODPOWIEDNIĄ dozą skromności jest z całą pewnością emocją pozytywną.

Dumę wzbudza świadomość osiąnięcia, które możesz sobie przypisać, widząc, że z dobrym skutkiem zainwestowałeś czas i umiejętności. Jest owym dobrym uczuciem, które Cię ogarnia, kiedy wykonujesz ostatnie czynności wieńcząc jakąś pożyteczną pracę domową – naprawę pralki, skopanie ogródka czy uporządkowanie sypialni. Albo gdy osiągniesz coś w szkole lub w pracy – zaliczysz sprawdzian na piątkę, wygrasz zawody, wykonasz projekt lub opublikujesz swoje pomysły. Albo gdy widzisz, że przysłużyłeś się komuś swoją pomocą, uprzejmością czy poradą.

Nie chodzi jednak o jakiekolwiek osiągnięcia, lecz o takie, które cieszą się społecznym uznaniem. Na głębokim poziomie czujemy, że nasze działania zostaną docenione przez innych. Dlatego duma zalicza się do emocji samoświadomościowych…

… Duma rozszerza granice umysłu, rozpalając marzenia o dalszych wielkich sukcesach w podobnych dziedzinach: Skoro mi się udało, to może potrafiłbym też… poprowadzić własną firmę… urządzić ogródek przed domem… przemeblować salon… zdobyć stypendium… zorganizować drużynę olimpijską, awansować… zmienić świat.”

 

Nie bójmy więc się naszej dumy, chwalmy się pozytywnie i zmieniajmy świat:)

 

A jakbyś chciał/a przeczytać artykuł, o którym była mowa, dołączam linka – www.szczesciepodajdalej.com/co-by-bylo-gdyby :) (chodziło o 2 ostatnie akapity)

 

tekst: Dorota Kościukiewicz-Markowska

KOMENTARZE: