Kocham, lubię, szanuję,

nie chcę, nie dbam, żartuję…

Biała suknia, garnitur szyty na miarę. Drżącym głosem w obecności rodziny, przyjaciół i najbliższych przyrzekają sobie miłość na dobre i na złe i wierzą w to całym sercem.

Za kilka lat w pustej i głuchej sali sądowej tym samym drżącym głosem znów zgodnie odpowiadają na frustrujące pytanie: Czy pan kocha żonę? Nie, już nie… A pani? Też nie…

Co się stało? Gdzie podziała się ta cała „miłość”?

Chcąc odpowiedzieć na tak postawione pytanie, trzeba byłoby zmierzyć się z samym pojęciem miłości. Czym ona jest? Namiętnością? Zakochaniem? Zauroczeniem? Wszystkie te stany przychodzą i odchodzą jak poranna rosa rozpraszająca się z każdym kolejnym promieniem słońca. Są nietrwałe i szybko znikają… A może miłość jest Troską? Czułością? Oddaniem? Widzeniem potrzeb drugiej osoby? Jeśli w ten sposób spojrzymy na pojęcie miłości, to może ona trwać przez wiele lat silna i mocna jak zdrowy dąb zakorzeniony głęboko w ziemi z liśćmi skierowanymi ku niebu. W długim związku największa jednak trudność wynika ze zderzenia dwóch różnych osobowości, dwóch punktów widzenia i dwóch, często odmiennych, interpretacji rzeczywistości, które często współistnieją ze sobą przez 2, 5, 10, a nawet 50 lat.

Można byłoby się nad tym głębiej zastanowić…

W czasach gdy kobietę lub mężczyznę można zmienić jak parę starych i zużytych rękawiczek, gdy partner lub partnerka służyć ma tylko do realizacji naszych potrzeb i wciąż rosnących pragnień, łatwo o znudzenie i wycofanie ze związku tuż po fazie zakochania.

Po prostu zrywamy i szukamy nowego obiektu uczuć, bo ona lub on nie byli w stanie spełnić naszych oczekiwań. Łudzimy się naiwnie, że kolejny partner w końcu będzie miał to prawdziwe „coś”. Po co więc czekać? Po co się zmieniać? Przecież to on lub ona powinni…

Nie przykładamy zbyt wielkiej wagi do tego, by związek trwał. Na miłosnym rynku wiele jest przecież samotnych serc. Nie ten, to kolejny, nie kolejny, to następny… Boimy się prawdziwej bliskości, bo trwanie związku to w pewnym sensie utrata siebie na rzecz tego drugiego. Wiemy, że będziemy musieli dopasować się, oddać naszą cząstkę innej osobie, poświęcić często coś cennego. Siebie…

Według psychologii miłości to właśnie miłość jest podstawowym dobrem człowieka. Wszyscy w głębi duszy to jej właśnie pragniemy. Nawet gdybyśmy założyli na twarz milion masek, ta fundamentalna potrzeba kochania i bycia kochanym istnieje gdzieś w naszym wnętrzu. Często skulona, zraniona, odepchnięta i niechciana, lecz jednak dalej się tam tli. Co się z nami stało? Skąd czerpiemy przykłady? Z życia nieszczęśliwych celebrytów? Z bogatego świata Zachodu? Wypowiedz głośno zdanie – „miłość nie istnieje”. Nie chce się żyć, prawda? Przynajmniej mnie nie chciałoby się żyć w świecie pozbawionym miłości.

A teraz powiedz drugie zdanie – „miłość istnieje”. Inaczej, prawda? I nawet jeśli w to nie wierzysz, jest inaczej. Bo gdzieś na dnie serca mamy mądrość, która pozwala odróżnić, co jest prawdziwe, a co nie. Ta mądrość wykrywa bezbłędnie to, co uniwersalne.

Wracając do związków, może jednak warto próbować? 

Tak, ale to my musimy się zmienić. Zmienić swoją percepcję i postrzeganie świata, a także sposób widzenia jego lub jej. Nagle zauważamy, że nie zawsze mamy rację. Widzimy troskę, jaką wkłada ta druga osoba w działanie dla naszego dobra. Szczególnie łatwo dostrzec to w momentach, gdy jesteśmy słabi, w potrzebie, w chorobie. Zauważamy, że ten ktoś, kogo wybraliśmy na całe życie, rzeczywiście jest tu nadal – na dobre i złe. Zaczynamy zauważać drobne gesty, uśmiech, ciepło, bliskość i wsparcie. Może właśnie wtedy nadejdzie odpowiedni moment, żeby podziękować, wyrazić wdzięczność za wspólną podróż przez życie. Czas przeleciał jak strzała, a my nadal tu jesteśmy. Trzymając się wciąż razem, przemierzamy drogę zwaną życiem. Jesteśmy pomimo trudów, nieporozumień, ciężkich momentów, słabości, rozterek, małych i dużych kłótni…

Dlaczego wybraliśmy taką drogę? Może dlatego, że jednak pomimo nowych trendów i dziwnej mody na szybkie, krótkie związki tak zdecydowaliśmy? I co nam jeszcze do szczęścia potrzeba? Może więcej wyrażania miłości na co dzień? Może więcej zrozumienia? Może więcej cierpliwości i troski? Może zatrzymania się i wysłuchania tego, co chce nam powiedzieć ta druga osoba? Może więcej czułości, bo skąd możemy wiedzieć, ile czasu nam pozostało? Bo kiedy jest lepszy moment na wyrażenie naszego najgłębszego uczucia niż dziś? Po wspólnie spędzonych dwóch, pięciu, dziesięciu czy pięćdziesięciu latach?

Piękna miłość jest jak piękny kwiat. Trzeba o niego dbać i otaczać troską, póki nie przekwitnie. Nic nie trwa wiecznie, dlatego ważne jest być dobrym ogrodnikiem, po to, by cieszyć się jak najdłużej kwitnącym kwiatem. Jak długo będzie kwitnął nasz związek? Na to pytanie nigdy nie znajdziemy odpowiedzi, bo na wiele spraw zwyczajnie nie mamy wpływu. Mamy za to wpływ na głębokie wyrażanie miłości każdego dnia, w którym możemy być razem. Mamy wpływ na wyrywanie chwastów swych własnych uprzedzeń, niezrozumienia, zawężonego punktu widzenia, którego trzymamy się kurczowo, jakby od niego zależało nasze przetrwanie. Mamy wpływ na zauważenie potrzeb drugiej osoby z troską, współczuciem i zrozumieniem. Mamy wpływ na dostrzeganie w drugim człowieku istoty takiej jak my, ze wszelkimi zaletami, cudownościami jak również wadami. Jeśli taki rodzaj miłości kultywować będą obie strony, związek stanie się w pełni wykształcony, dojrzały jak kwiat, który swym cudownym zapachem inspirować będzie innych. Dzięki jednej kochającej się parze nie zmieni się cały świat. Jednak Twój świat może się zmienić, a to już wystarczy…

tekst: Dorota Kościukiewicz-Markowska

KOMENTARZE: